pojechaliśmy do lasu autobusem nr 16.
Tam znaleźliśmy jesień w dywanach usłanych z liści, w krzykach ptaków, snującym się babim lecie. Nie widzieliśmy zwierząt leśnych, ale za to chowaliśmy się do różnych kryjówek: dołów, za grubymi drzewami. Ale nie tylko...czerpaliśmy z drzew energię, przytulając się do nich. Nazywaliśmy bezbłędnie poznane gatunki drzew, szukaliśmy ich liści. I wpadliśmy na wspaniały pomysł...wrócimy piechotą do przedszkola:)) Dzień był przyjemny, świeciło słońce. I nic to, że w połowie drogi Leoś ciągnął nogi za sobą i powtarzał,, bolą nogi, bolą nogi”, Artura za rękę ,,ciągnęła’’ pani Bożenka, bo biedaczek nie miał siły na nic, a Adrian skubał pana Wojtka za spodnie i prosił ,, na baranka, na baranka”- cali i zdrowi wróciliśmy do przedszkola. A jak nam smakował obiad- po prostu jak nigdy:)) Popiliśmy go pysznym sokiem wiśniow-aroniowo-jabłkowym i znowu mieliśmy na wszystko siły:)) Sok podarowała nam mama Leosia- dziękujemy:))










facebook
twitter
google+