Tak naprawdę to nie tylko Wojtek, bo przez chwilę wszyscy mieliśmy okazję poczuć się jak strażacy:)
Podczas gdy byliśmy z wizytą u panów strażaków, rozległa się syrena alarmowa i samochody musiały wyjechać "na akcję" - trzeba było szybko sie ubrać, wsiąść do wozu, a potem rozwinąć węże, podłączyć je do specjalnych zaworów, ugasić pożar...
A to jeszcze nie wszystko przecież! A zabezpieczenie wozu pachołkami? A zdejmowanie kota, który utknął na drzewie? A przejście przez ciemną, długą piwnicę?
Oj, pracy było co niemiara!
Świetnie się bawiliśmy, obejrzeliśmy wiele eksponatów, przeprowadziliśmy ciekawe rozmowy ze strażakami, ale także bardzo dużo się nauczyliśmy (m.in utrwaliliśmy numer alarmowy, wiemy także co robić gdy w mieszkaniu wybuchnie pożar, zapali się patelnia lub ubranie)!

facebook
twitter
google+